o mnie

Jak byłem małym chłopcem, to Tata na placach manewrowych dawał mi pojeździć Maluchem i Fiatem 125p. W taki to oto sposób został zaszczepiony mi szacunek do motoryzacji a w szczególności zamiłowanie do tylnego napędu. Po ukończeniu wyższych studiów zawodowych w roku 1995, w końcu kupiłem upragnione BMW. Moja radość była tym większa, bo na ten samochód pieniążki zbierałem przez pięć lat. Był to E30 z roku 1984 w wersji 316, z silnikiem M10 i mocy 90KM. Pojazd zakupiłem od pewnej pani i był on lekko... zaniedbany. A to walał się w środku kubek od napoju z MCDonalda, tudzież pod fotelem znalazłem frytkę. To co cieszyło, to zachowany oryginalny stan pojazdu i całkiem zadowalający stan techniczny.

Jedyną przykrą przygodą, jaka mi się przytrafiła, z moim kompanem, to była ta, która miała miejsce zaraz po zakupie w trakcie mojej pierwszej przejażdżki po Sopocie. Otóż w trakcie zawracania na parkingu okazało się, że jedno koło nie chce skręcać. Z nosem spuszczonym na kwintę musiałem zlecić odholowanie mojej latorośli na parking. Potem u mechanika okazało się, że ktoś w jakimś garażyku wujka Franka wpadł na genialny pomysł aby luźną końcówkę drążka kierowniczego zasklepić tawotem!!!!!! No ale całe szczęście, że nic złego się nie stało. Zachowałem życie i zdrowie a pojazd został szybko naprawiony i wrócił do pełni sprawności. Potem było już tylko lepiej.

Szybko przekonałem się dlaczego silnik M10 jest najbardziej zasłużonym silnikiem marki BMW. Tak soczystego brzmienia nie ma na pewno żadna czterocylindrówka na świecie. Podczas gdy Japończycy stawiali w swoich autach na wyśrubowane osiągi z małych pojemności i dźwięk kosiarki do trawy, tak Niemcy postawili na trwałość i kulturę pracy. Z dość dużej pojemności (bo prawie 1.8 litra) silnik legitymował się mocą tylko 90KM i zasilany był gaźnikiem Pierburga 2BE. Jego dźwięk był bardzo siarczysty i rasowy.Pomimo gaźnikowego zasilania odznaczał się całkiem wysoką elastycznością i ochoczo przyspieszał na wyższych biegach.Godnym uwagi jest też fakt, że 100km/h osiągał na drugim biegu!!! Mi udało się uzyskać nawet 105km/h! Osiągi jak na owe czasy były bardziej niż zadowalające. Sprint ze startu zatrzymanego od 0km/h do 100 km/h osiągał w 12.5 sekundy a prędkość maksymalna katalogowo, oscylowała w granicach 177 km/h (318mi na pewnej drodze - nie powiem gdzie?- udało się osiągnąć prędkość 190 km/h i nie było to żadne żyłowanie silnika). To wszystko w połączeniu ze znakomitymi właściwościami jezdnymi i wizualnymi modelu E30 dawało niesamowitą frajdę z jazdy.Podczas wizyt u mechaników na przeglądach technicznym, miło mi było słyszeć, jak w warsztacie wszyscy się zwoływali i patrzyli na oryginalne części w bardzo dobrym stanie technicznym z napisem "Made In West Germany". Skrzynia biegów i tylny most to w tym samochodzie elementy wręcz pancerne. Silnik, właściwie prócz humorzastego w trakcie zimy gaźnika, stanowi pozycje całkowicie bezobsługową.

W międzyczasie w roku 1996 Tata za moją namową zakupił również BMW E30, z tym że w wersji 316i z silnikiem M40 (rocznik 1990). Jakież to były piękne czasy jak razem mogliśmy robić wypady na przejażdżki. Nowy nabytek w rodzinie był o tyle urokliwy że występował w oryginalnym zielono-metalicznym lakierze (lagunen green metallic) z felgami na srebrnym rancie RIAL i niskim sportowym zawieszeniu. Prowadził się fantastycznie. W zakrętach zachowywał się niczym gokart. Owszem okupione to było nerwowym zachowaniem na naszych nierównych polskich drogach, obniżeniem komfortu jazdy, tym psychicznym również, ponieważ trzeba było uważać podczas wjeżdżania na krawężnik, tudzież przejeżdżania przez leżących policjantów. Pozytywny wizerunek psuła tylko niezbyt udana jednostka napędowa. Silnik M40 na wtrysku Motronica osiągał 100KM. Owszem osiągi miał lepsze od mojego modelu, lecz wymagał większej dbałości i konieczności dodatkowego serwisowania w postaci wymiany, co jakiś czas, paska rozrządu (czym "pachnie" zaniedbanie tej czynności pewnie niektórzy boleśnie odczuli). Poza tym w spis niedogodności można dopisać szybko "wypłukujące" się szklanki popychaczy zaworowych, defektującą pompę wody, niezbyt trwałą chłodnicę (zamienniki firmy Nissens są lepsze od oryginału) oraz humorzastą elektronikę.

W 1998 roku rodzice z zamiarem zwiedzania świata postanowili kupić nowe auto, gdzie wybór padł na VW Golfa (sic!). Także szybko sprzedałem moją 316 i za dopłatą otrzymałem w posiadanie 316i. Pomimo wymienionych wyżej wad samochodu, jeździłem nim aż do roku 2007. Także w rodzinie samochód gościł ponad 10 lat. Pierwszym samochodem zrobiłem ok. 100 tys. km tak drugim przejechałem prawie 200 tys. km. Czy to mało, czy dużo to już kwestia ocenna. Faktem jest, że w 2000 roku na Ogólnopolskim Zlocie BMW w Toruniu samochód zajął drugie miejsce w kategorii na najładniejsze auto złotu. Pierwsze miejsce zajęła biała E36 Coupe z Częstochowy. Pojazd uczestniczył też w wystawach dotyczących historii modelu serii czy w trakcie premiery E90 u dealera FOTA w Gdyni. Powodem mojej dumy był również wybity certyfikat oryginalności w tylnej części pojazdu pochodzący od dealera BMW w Niemczech - Kaltenbach Ludenscheid.

Na zdjęciach przedstawiam oba modele. Granatowy to 316 ten gościu w aucie i obok niego to ja - miałem wtedy trochę więcej włosów - no ale zdjęcia pochodzą z roku 1995). Ta zielona na tle Starego Miasta w Gdańsku to 316i. Drugie swoje auto sprzedałem dopiero w 2009 roku i rozstałem się z nim z wielkim żalem. Nie byłem po prostu w stanie utrzymać finansowo dwóch pojazdów na raz. Myślę, że nowy właściciel, który przyjechał do mnie po to auto aż z drugiego końca Polski będzie o nie dbał tak samo jak ja.

W 2007 roku dzięki pomocy finansowej Taty stałem się właścicielem E46 (318i) z silnikiem M43TU (118KM). Jednostka napędowa jest pochodną M40 i jest już całkowicie pozbawiona wad wieku dziecięcego (rozrząd napędzany łańcuchem, urządzenie sterujące pracą silnika BMS 46 oraz lepsza charakterystyka mocy i momentu obrotowego). Autkiem przejechałem na razie 30 tys. km i dopatrzyłem się jednej wady. Ze względu na zamontowane lampy ksenonowe są one sprzężone z seryjnymi spryskiwaczami. Spryskiwacze są uruchamiane, co trzecie włączenie spryskiwacza i powoduje to po prostu "pożeranie" płynu do spryskiwacza. Pojemnik na 5 litrów w czasie zimy starczał mi czasami na niecały tydzień! Aczkolwiek niedogodność tę odpłaca mi się naprawdę ładnym wyglądem auta z włączonymi światłami. Poza tym auto legitymuje się fantastycznymi właściwościami jezdnymi i jak na tak dużą masę własną, naprawdę dobrymi osiągami (od 0km/h do 100km/h - 10.5 sekundy i prędkość maksymalna 205 km/h).

Chciałem w tym krótkim zarysie przedstawić moją przygodę z BMW, która oczywiście przez wiele lat na pewno będzie trwać dalej. W tej przygodzie, na pewno jak u każdego, widać pewną progresję w zakresie postępu modelowego marki. Marzeniem dla mnie jest, aby kolejna moja "Beemka" pochodziła z typoszeregu E90 z silnikiem sześciocylindrowym.




HISTORIA EMBLEMATU